czwartek, 10 września 2026

Czy zgadzacie się na edukację seksualną w wersji disco-polo i pato-rap?

Drodzy Rodzice! Pewnie sporo Was zakupiło już dla swoich pociech bluzy i plecaki bożyszcza tłumów, porywanych do podrygiwania i podśpiewywania „klasyki” w stylu „Poszukamy hotel i się tam będziemy j[ebać]”, „Rozkładam nogi twoje i biorę to, co moje”, itd. A może wolicie „twórczość” Cypisa? - "Jestem sucha jak bułka paryska / Weź go do pyska, bo mi z niego tryska”, „Sucha kur[wa] jest jak chrupki / Może wsadzę jej do dupk[i], „Jest nabita na mój pal najpierw ruch[anie] później zwal”…Mało? To może dołóżmy jeszcze fragmencik piosenki, odśpiewanej wspólnie z Mokrą Jolantą (sic!) o jakże "znakomitym" tytule „Swędzi mnie dziura”. Ciekawe, czy tłumaczycie Waszym dzieciom, „o co kaman” i w jaki sposób to robicie (o tłumaczenie chodzi, rzecz jasna ;-) A może…Wasze pociechy już „to wiedzą”, mimo, że nie zgodziliście się na zajęcia edukacji seksualnej. W końcu jest internet, podwórko, koleżanki i koledzy… Mówicie, że Wy też nie mieliście edukacji seksualnej w szkołach, że Wszystkiego nauczyliście się, oglądając po kryjomu Świerszczyki lub „edukacyjne” czarno-białe fotki, które Wasi rodzice skrzętnie chowali w sekretnych miejscach? Upss. To chyba nie te czasy – tak kształcili się boomerzy, może między innymi także poseł KO Adrian Witczak, który generalizując, próbował wypowiedzieć się w kwestii kompetencji nauczycieli „Czy czasem nie jest tak, że my, nauczyciele, jesteśmy trochę boomerami i nie nadążamy również za tym, jak uczą się uczniowie?” Może miał na myśli nie tylko nierozumienie współczesnej młodzieży i nowych technologii, ale również pochodzenie źródła tej wiedzy? Panie Pośle, może zamiast obrażać nauczycieli zająłby się Pan patoźródłami wiedzy dotyczącej seksualności, ty bardziej, że uczył/uczy Pan biologii. Podpowiedź znajdzie Pan w rolce Adama Webera, który zapowiada podjęcie konkretnych kroków w sprawie patomuzyki i patoartystów:

  1. petycja w sprawie wprowadzenia obowiązkowej informacji o rekomendowanej kategorii wiekowej dla koncertów, 
  2. zgłoszenie sprawy do prokuratury (zgodnie z art. 141 Kodeksu wykroczeń używanie słów nieprzyzwoitych w miejscu publicznym, a takim jest koncert, jest wykroczeniem) 
  3. zawiadomienie UOKiK oraz Radę Reklamy o skrajnie niestosownych sposobach na sprzedawanie produktów dzieciom 
  4. edukowanie i uświadamianie rodziców, jaką moc ma muzyka i jak ważne jest dostarczanie dzieciom dobrej, jakościowej i różnorodnej muzyki.

Zwracam się teraz do Was, Drodzy Nauczyciele – boomerzy, czy nie. Weźcie sobie do serca ostatni punkt, bo „JAK NIE MY, TO KTO?” 


poniedziałek, 7 września 2026

Nie tylko teksty: jak Skolim buduje „imperium” w głowach i plecakach dzieci

W poprzednim poście znalazła się ilustracja dwóch produktów sygnowanych marką Skolima – bluz, które prezentowały przybyłe na jego koncert maluchy. Rodzice tych dzieci, nie licząc się z konsekwencjami sharentingu, pochwalili się.. chyba swoją głupotą. Podobnie, jak opiekunowie maleńkiej dziewczynki i dwóch kilkuletnich chłopców, którzy zgodzili się na „wywiad” swoich podopiecznych na temat Skolima i jego twórczości. Mało tego pozwolili na wokalny popis synów, którzy zaprezentowali fragment swojej ulubionej piosenki -  Mamacitę. I mimo, że „utwór”, w ścisłym sensie, nie jest „wulgarny” ani „nieprzyzwoity”, ma wyraźnie erotyczny i flirtujący charakter. Już sam tytuł jest dwuznaczny. „Mamacita” oznacza nie tylko „mamusia”, ale - w latynoskim/potocznym użyciu – coś w rodzaju „ślicznotka”, „laska”, „sexy kobieta”. Pojawiają się określenia typu „Sexy mama”, „namiętna fala”, a także sugestie dotyczące dotyku i fizycznego pożądania. Sformułowanie o tym, że „obłęd w oczach” drugiej osoby „nakręca”, dodatkowo wzmacnia ten charakter. Nie zabrakło również fragmentu sugerującego, że kobieta wygląda atrakcyjniej bez sukienki. Podtekst jest na tyle czytelny, że trudno uzasadnić jej wybór jako neutralnej piosenki dla dzieci. 

Wracając do produktów pozamuzycznych Skolima. Konrad Skolimowski prowadzi rozbudowane „imperium” wyrobów sygnowanych jego marką. Nie sądziłam, że jest ich tak sporo (patrz tabelka). Przed początkiem roku rzuciła mi się w oczy reklama zeszytów i artykułów szkolnych (plecaki i długopisy…) Problem z tą kampanią nie polega jednak na samych zeszytach, mimo ich nazw - „Bebecita”, „Palermo”, „Kamikaze” i „Temperatura”, lecz na tym, że produkt szkolny został połączony z marką i wizerunkiem artysty oraz tytułami jego utworów. Jest to świadome wejście marki Skolima w przestrzeń dziecięcą.

Mechanizm jest prosty: piosenka → rozpoznawalny artysta → nazwa/bohater marki → produkt → dziecko zaczyna używać produktu → utrwalanie marki. I właśnie to uważam za znacznie ciekawszy temat edukacyjny niż pytanie, czy sam zeszyt jest „nieprzyzwoity”. 

Przyjrzyjmy się kolejnej reklamie w wykonaniu gitarzysty Skolima, tego samego, który zachęcając do kupna zeszytów, dodaje w postscriptum „chętnie poznam panią nauczycielkę, która poczyta mi moje wiersze i teksty piosenek” (!) Luxon Git, testując lody pod Biedronką, posługuje się wulgarnym podtekstem seksualnym. Gitarzysta ukryty w kąciku wydaje sugestywne dźwięki, co  w zestawieniu z charakterystyczną gestykulacją, rodzajem produktu oraz aluzją językową „klękajcie na lody”, nie pozostawia złudzeń, co do przekazu. Nasuwa się pytanie – co my, jako nauczyciele, rodzice, możemy zrobić z tym całym bałaganem. Wszak, jak mówi Adam Weber w rolce „Co włożysz dzieciom do uszu zostanie w głowie”, a „łatwiej do głowy wchodzi wszystko przez piosenki”. Dlatego „ważne jest, żeby dawać dzieciom to, co dobre muzycznie”.

PS. Na pewno dobra muzycznie nie jest też przerobiona przez Cypisa piosenka Arki Noego „Święty uśmiechnięty”. Utwór o charakterze religijnym i edukacyjnym, przekazujący chrześcijańskie wartości, przede wszystkim miłość do Boga i bliźniego oraz zawierający przesłanie, że niezależnie od wieku, wyglądu czy kondycji każdy może dążyć do świętości, został zwulgaryzowany -  „Taki mały, taki duży może je…ć PIS”. O tempora, o mores!

niedziela, 6 września 2026

Gdy rodzice nie chronią, interweniuje natura: leszczyński koncert Skolima odwołany przez burzę

Miałam zamieścić post wczoraj. Znalazłoby się w nim pytanie, czy rodzice przygotowali swoje małe pociechy na koncert Skolima, ćwicząc wraz z nimi śpiew Wielkich Przebojów Artysty. Nie ma to, jak cała rodzina (szczególnie jej męska część) podśpiewująca „Lubię, jak dochodzisz […]”, „Uważaj, moja mała, żebyś się nie zajebała” lub   „Rozkładam nogi twoje / I biorę to, co moje”…Może przy okazji dzieci zaliczyłyby przyspieszony kurs edukacji seksualnej.  Niestety, wszelkie próby wokalne poszły na marne. Natura/Pan Bóg/inna siła wyższa przeszkodziła w „delektowaniu się” dziełami Artysty. Nad Lesznem rozpętała się nawałnica, która uszkodziła  nagłośnienie, oświetlenie, scenę, na której mieli wystąpić, w towarzystwie Skolima, kolejni młodzi artyści, zwabieni (ups – zaproszeni) przez niego do wspólnego śpiewu.

Podobnie, jak zaproszenie dostała prezydencka córka i jej koleżanki podczas spotkania w Juracie – „Na scenę pójdziecie, co?”. Już żadna mamuśka z Leszna nie nagra – podobnie jako pani W. rolki, którą będzie mógł skomentować Adam Weber. Został tylko żal, wyrażony w komentarzach, wzmocniony zdjęciami własnych dzieci (dwie córeczki w  wieku wczesnoszkolnym od pani B oraz kilkuletni synek pani O.-M. ) ubranych w „kultowe” bluzy.  Drogie panie – nie macie czego żałować! Podziękujcie raczej losowi, albo i komu tam jeszcze, że uchronił Was przed zrobieniem kolosalnego błędu. I mimo, że ktoś wrzucił info, że kolejny przyjazd króla Latino do Leszna odbędzie się już 12.09 – odpuście sobie. Poszukajcie dla Waszych pociech innej rozrywki. Dziękujcie też sile wyższej, że warto było stracić te 150 zł (plus opłata serwisowa) „za łebka”, żeby Wasze dzieci nie były narażone na deprawację. Bo, odnosząc się do komentarza pani Joanny - „Uff, dzięki pogodzie nasze uszy nie musiały cierpieć” - nie chodzi tylko o uszy.