W poprzednim poście znalazła się ilustracja dwóch produktów sygnowanych marką Skolima – bluz, które prezentowały przybyłe na jego koncert maluchy. Rodzice tych dzieci, nie licząc się z konsekwencjami sharentingu, pochwalili się.. chyba swoją głupotą. Podobnie, jak opiekunowie maleńkiej dziewczynki i dwóch kilkuletnich chłopców, którzy zgodzili się na „
wywiad” swoich podopiecznych na temat Skolima i jego twórczości. Mało tego pozwolili na wokalny popis synów, którzy zaprezentowali fragment swojej ulubionej piosenki - Mamacitę. I mimo, że „utwór”, w ścisłym sensie, nie jest „wulgarny” ani „nieprzyzwoity”, ma wyraźnie erotyczny i flirtujący charakter. Już sam tytuł jest dwuznaczny. „Mamacita” oznacza nie tylko „mamusia”, ale - w latynoskim/potocznym użyciu – coś w rodzaju „ślicznotka”, „laska”, „sexy kobieta”. Pojawiają się określenia typu „Sexy mama”, „namiętna fala”, a także sugestie dotyczące dotyku i fizycznego pożądania. Sformułowanie o tym, że „obłęd w oczach” drugiej osoby „nakręca”, dodatkowo wzmacnia ten charakter. Nie zabrakło również fragmentu sugerującego, że kobieta wygląda atrakcyjniej bez sukienki. Podtekst jest na tyle czytelny, że trudno uzasadnić jej wybór jako neutralnej piosenki dla dzieci.
Wracając do produktów pozamuzycznych Skolima. Konrad Skolimowski prowadzi rozbudowane „imperium” wyrobów sygnowanych jego marką. Nie sądziłam, że jest ich tak sporo (patrz tabelka). Przed początkiem roku rzuciła mi się w oczy reklama zeszytów i artykułów szkolnych (plecaki i długopisy…) Problem z tą kampanią nie polega jednak na samych zeszytach, mimo ich nazw - „Bebecita”, „Palermo”, „Kamikaze” i „Temperatura”, lecz na tym, że produkt szkolny został połączony z marką i wizerunkiem artysty oraz tytułami jego utworów. Jest to świadome wejście marki Skolima w przestrzeń dziecięcą.
Mechanizm jest prosty: piosenka → rozpoznawalny artysta → nazwa/bohater marki → produkt → dziecko zaczyna używać produktu → utrwalanie marki. I właśnie to uważam za znacznie ciekawszy temat edukacyjny niż pytanie, czy sam zeszyt jest „nieprzyzwoity”.
Przyjrzyjmy się kolejnej
reklamie w wykonaniu gitarzysty Skolima, tego samego, który zachęcając do kupna zeszytów, dodaje w postscriptum „chętnie poznam panią nauczycielkę, która poczyta mi moje wiersze i teksty piosenek” (!) Luxon Git, testując lody pod Biedronką, posługuje się wulgarnym podtekstem seksualnym. Gitarzysta ukryty w kąciku wydaje sugestywne dźwięki, co w zestawieniu z charakterystyczną gestykulacją, rodzajem produktu oraz aluzją językową „klękajcie na lody”, nie pozostawia złudzeń, co do przekazu. Nasuwa się pytanie – co my, jako nauczyciele, rodzice, możemy zrobić z tym całym bałaganem. Wszak, jak mówi Adam Weber w
rolce „Co włożysz dzieciom do uszu zostanie w głowie”, a „łatwiej do głowy wchodzi wszystko przez piosenki”. Dlatego „ważne jest, żeby dawać dzieciom to, co dobre muzycznie”.
PS. Na pewno dobra muzycznie nie jest też przerobiona przez Cypisa piosenka Arki Noego „Święty uśmiechnięty”. Utwór o charakterze religijnym i edukacyjnym, przekazujący chrześcijańskie wartości, przede wszystkim miłość do Boga i bliźniego oraz zawierający przesłanie, że niezależnie od wieku, wyglądu czy kondycji każdy może dążyć do świętości, został zwulgaryzowany - „Taki mały, taki duży może je…ć PIS”. O tempora, o mores!