poniedziałek, 7 września 2026

Nie tylko teksty: jak Skolim buduje „imperium” w głowach i plecakach dzieci

W poprzednim poście znalazła się ilustracja dwóch produktów sygnowanych marką Skolima – bluz, które prezentowały przybyłe na jego koncert maluchy. Rodzice tych dzieci, nie licząc się z konsekwencjami sharentingu, pochwalili się.. chyba swoją głupotą. Podobnie, jak opiekunowie maleńkiej dziewczynki i dwóch kilkuletnich chłopców, którzy zgodzili się na „wywiad” swoich podopiecznych na temat Skolima i jego twórczości. Mało tego pozwolili na wokalny popis synów, którzy zaprezentowali fragment swojej ulubionej piosenki -  Mamacitę. I mimo, że „utwór”, w ścisłym sensie, nie jest „wulgarny” ani „nieprzyzwoity”, ma wyraźnie erotyczny i flirtujący charakter. Już sam tytuł jest dwuznaczny. „Mamacita” oznacza nie tylko „mamusia”, ale - w latynoskim/potocznym użyciu – coś w rodzaju „ślicznotka”, „laska”, „sexy kobieta”. Pojawiają się określenia typu „Sexy mama”, „namiętna fala”, a także sugestie dotyczące dotyku i fizycznego pożądania. Sformułowanie o tym, że „obłęd w oczach” drugiej osoby „nakręca”, dodatkowo wzmacnia ten charakter. Nie zabrakło również fragmentu sugerującego, że kobieta wygląda atrakcyjniej bez sukienki. Podtekst jest na tyle czytelny, że trudno uzasadnić jej wybór jako neutralnej piosenki dla dzieci. 

Wracając do produktów pozamuzycznych Skolima. Konrad Skolimowski prowadzi rozbudowane „imperium” wyrobów sygnowanych jego marką. Nie sądziłam, że jest ich tak sporo (patrz tabelka). Przed początkiem roku rzuciła mi się w oczy reklama zeszytów i artykułów szkolnych (plecaki i długopisy…) Problem z tą kampanią nie polega jednak na samych zeszytach, mimo ich nazw - „Bebecita”, „Palermo”, „Kamikaze” i „Temperatura”, lecz na tym, że produkt szkolny został połączony z marką i wizerunkiem artysty oraz tytułami jego utworów. Jest to świadome wejście marki Skolima w przestrzeń dziecięcą.

Mechanizm jest prosty: piosenka → rozpoznawalny artysta → nazwa/bohater marki → produkt → dziecko zaczyna używać produktu → utrwalanie marki. I właśnie to uważam za znacznie ciekawszy temat edukacyjny niż pytanie, czy sam zeszyt jest „nieprzyzwoity”. 

Przyjrzyjmy się kolejnej reklamie w wykonaniu gitarzysty Skolima, tego samego, który zachęcając do kupna zeszytów, dodaje w postscriptum „chętnie poznam panią nauczycielkę, która poczyta mi moje wiersze i teksty piosenek” (!) Luxon Git, testując lody pod Biedronką, posługuje się wulgarnym podtekstem seksualnym. Gitarzysta ukryty w kąciku wydaje sugestywne dźwięki, co  w zestawieniu z charakterystyczną gestykulacją, rodzajem produktu oraz aluzją językową „klękajcie na lody”, nie pozostawia złudzeń, co do przekazu. Nasuwa się pytanie – co my, jako nauczyciele, rodzice, możemy zrobić z tym całym bałaganem. Wszak, jak mówi Adam Weber w rolce „Co włożysz dzieciom do uszu zostanie w głowie”, a „łatwiej do głowy wchodzi wszystko przez piosenki”. Dlatego „ważne jest, żeby dawać dzieciom to, co dobre muzycznie”.

PS. Na pewno dobra muzycznie nie jest też przerobiona przez Cypisa piosenka Arki Noego „Święty uśmiechnięty”. Utwór o charakterze religijnym i edukacyjnym, przekazujący chrześcijańskie wartości, przede wszystkim miłość do Boga i bliźniego oraz zawierający przesłanie, że niezależnie od wieku, wyglądu czy kondycji każdy może dążyć do świętości, został zwulgaryzowany -  „Taki mały, taki duży może je…ć PIS”. O tempora, o mores!

niedziela, 6 września 2026

Gdy rodzice nie chronią, interweniuje natura: leszczyński koncert Skolima odwołany przez burzę

Miałam zamieścić post wczoraj. Znalazłoby się w nim pytanie, czy rodzice przygotowali swoje małe pociechy na koncert Skolima, ćwicząc wraz z nimi śpiew Wielkich Przebojów Artysty. Nie ma to, jak cała rodzina (szczególnie jej męska część) podśpiewująca „Lubię, jak dochodzisz […]”, „Uważaj, moja mała, żebyś się nie zajebała” lub   „Rozkładam nogi twoje / I biorę to, co moje”…Może przy okazji dzieci zaliczyłyby przyspieszony kurs edukacji seksualnej.  Niestety, wszelkie próby wokalne poszły na marne. Natura/Pan Bóg/inna siła wyższa przeszkodziła w „delektowaniu się” dziełami Artysty. Nad Lesznem rozpętała się nawałnica, która uszkodziła  nagłośnienie, oświetlenie, scenę, na której mieli wystąpić, w towarzystwie Skolima, kolejni młodzi artyści, zwabieni (ups – zaproszeni) przez niego do wspólnego śpiewu.

Podobnie, jak zaproszenie dostała prezydencka córka i jej koleżanki podczas spotkania w Juracie – „Na scenę pójdziecie, co?”. Już żadna mamuśka z Leszna nie nagra – podobnie jako pani W. rolki, którą będzie mógł skomentować Adam Weber. Został tylko żal, wyrażony w komentarzach, wzmocniony zdjęciami własnych dzieci (dwie córeczki w  wieku wczesnoszkolnym od pani B oraz kilkuletni synek pani O.-M. ) ubranych w „kultowe” bluzy.  Drogie panie – nie macie czego żałować! Podziękujcie raczej losowi, albo i komu tam jeszcze, że uchronił Was przed zrobieniem kolosalnego błędu. I mimo, że ktoś wrzucił info, że kolejny przyjazd króla Latino do Leszna odbędzie się już 12.09 – odpuście sobie. Poszukajcie dla Waszych pociech innej rozrywki. Dziękujcie też sile wyższej, że warto było stracić te 150 zł (plus opłata serwisowa) „za łebka”, żeby Wasze dzieci nie były narażone na deprawację. Bo, odnosząc się do komentarza pani Joanny - „Uff, dzięki pogodzie nasze uszy nie musiały cierpieć” - nie chodzi tylko o uszy.


wtorek, 1 września 2026

Gdy dzieci śpiewają Skolima – analiza tekstu, która powinna dać do myślenia

Kontynuując serię, a zarazem odnosząc się do wypowiedzi Skolima a na temat treści „utworów”, nie mogę nie wesprzeć się rolką Piotra Ciążyńskiego z internetowego profilu recenzenckiego Księgo Zbój. Jego odniesienie do piosenki „Wyglądasz idealnie” jest równie trafne jak komentarz Adama Webera do wypowiedzi pani W., która broniła króla Latino i reklamowała swoją kilkuletnią córkę, mającą okazję wystąpić obok niego na scenie. Ale do rzeczy. W „wierszu poety Skolima”, jak określił Piotr”, jest mowa o dziewczynie, która tańczy dla niego i o nocnej zabawie w klubie. Analizując poszczególne frazy Piotr wskazuje na wulgarny i seksualny charakter tekstu — pojawiają się w nim sugestie dotyczące seksu oraz uprzedmiotowienie kobiet. Tradycyjnie, jak większość twórczości Skolima, piosenka brzmi jak lekki przebój imprezowy, jednak z poprzedniego posta już wiemy, że popularny piosenkarz nie widzi problemu, że „dzieci to śpiewają” bo (kolejny cytat) „, jeśli nie ma w tym agresji, czy czegoś nieumiejętnie ukrytego, to uważam, że nic złego w tym nie ma". A jednak jest! I o tym przekonuje nas właśnie Piotr Ciążyński. Posłuchajcie