Są one bezkompromisową analizą entuzjazmu wokół sztucznej inteligencji. Tomek obnaża realne zagrożenia i praktyczne pułapki AI – od deepfake'ów kradnących twarz i głos, przez masowe zwolnienia wywołane algorytmami, po kreatywne halucynacje modeli, które zmyślają lepiej niż niejedna plotkarka. Teksty są idealne dla edukatorów, nauczycieli i wszystkich dbających o cyberświadomość.
Cyfrowi tubylcy
Stronka dla pasjonatów TIK w edukacji i nie tylko
środa, 11 lutego 2026
Co kryje się za serią „AI bez lukru”?
Są one bezkompromisową analizą entuzjazmu wokół sztucznej inteligencji. Tomek obnaża realne zagrożenia i praktyczne pułapki AI – od deepfake'ów kradnących twarz i głos, przez masowe zwolnienia wywołane algorytmami, po kreatywne halucynacje modeli, które zmyślają lepiej niż niejedna plotkarka. Teksty są idealne dla edukatorów, nauczycieli i wszystkich dbających o cyberświadomość.
wtorek, 10 lutego 2026
Jak pedagodzy sami sobie strzelają w stopę
Wszak z chwilą wrzucenia fotki udzielamy Meta licencji na jej przechowywanie, kopiowanie i wyświetlanie w ramach usług, nie tylko na FB, ale również na produktach z nim związanych , choćby Instagramie. Chociaż nie „oddajemy praw autorskich”, zgadzamy się na szerokie użycie. Zdjęcia (łącznie z EXIF, opisem, reakcjami, lokalizacją) są wykorzystywane do profilowania, rekomendacji treści i targetowania reklam. Co prawda ustawienia prywatności ograniczają widoczność, ale nie dają pełnej gwarancji – ktoś może zrobić zrzut ekranu, zdjęcie może zostać udostępnione, wycieknąć przy incydencie bezpieczeństwa. Nie dziwmy się więc, gdy zauważymy je w memach, fejkowych kontach, deepfake’ach czy po prostu w kontekście, którego nie kontrolujemy, np. w reklamach. Klasycznym przykładem była sprawa „Sponsored Stories” na Facebooku z lat 2011–2013 (rozstrzygnięta w 2015 r.). Gdy użytkownik polubił stronę firmy lub produkt (np. markę, restaurację), Facebook automatycznie generował reklamę z jego imieniem, zdjęciem profilowym i frazą „[Imię] lubi [nazwa firmy]”, wyświetlając to znajomym użytkownika – bez jego wyraźnej zgody na taką formę promocji. Z tego okresu pochodziła np. fotka z dziewczyna pijącą Colę.
Przeanalizujmy teraz wysyp, a raczej wsyp, kolejnych zdjęć wrzucanych do mediów społecznościowych. Wszak są ferie. Ileż to możemy dowiedzieć się z FB, Instagrama - i to nie o influencerach, dla których dzielenie się swoim prywatnym życiem jest formą zarobku, ale o osobach, które powinny świecić przykładem, szczególnie w czasach pogłębiającego się kryzysu psychicznego młodzieży. Pomijam wakacyjne zdjęcia w stroju kąpielowym, bo w tej porze roku królują inne, chociaż…może nie do końca. Sporo osób spędza ferie w tropikach, jeśli nie w stroju kąpielowym, to wrzuca focię z drinkiem z palemką, pokazując, jak uroczo imprezuje. Do tego na fotkach pojawiają się bliscy, w tym dzieci, którym na razie to nie przeszkadza, ale w przyszłości – kto wie? Można poczytać o pozwach sądowych dotyczących ochrony wizerunku, wytoczonych przez dzieci swoim rodzicom. chociażby w artykułach: Udostępnianie zdjęć i filmów swojego dziecka w mediach społecznościowych: jakie ryzyko niesie Sharenting jako paradoks regulacyjny – kompleksowy przegląd koncepcji i regulacji sharentingu
Ekspertka zwraca też uwagę na „prawo do bycia zapomnianym” – przepis ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO), który w pewnych okolicznościach pozwala osobom fizycznym żądać usunięcia danych osobowych, np. zdjęć zamieszczonych przez szkoły lub przedszkola. Drżyjcie szkoły i przedszkola!
Powtarzając apel Oli, Katarzyna Szymielewicz dodaje „Powiedzmy sobie szczerze: internet to nie twój rodzinny album” – powiedziała. „Każde urocze świąteczne zdjęcie twojego dziecka, które publikujesz, to punkt danych, który może być kopiowany, zgarniany i wykorzystywany przez obcych lub maszyny – na zawsze. Platformy zarabiają na tej ekspozycji; dzieci płacą później cenę. Jeśli nie przypięlibyście tego do latarni przed ich szkołą, nie publikujcie tego. Udostępnijcie prywatnie lub trzymajcie offline”.
Pisząc o ochronie wizerunku, niebezpieczeństwach sharentingu oraz rozpowszechnianiu zdjęć uczniów, nie sposób nie wspomnieć o kolejnej „nieciekawej” kwestii, jaką jest rozmycie granicy miedzy rolą zawodową a życiem prywatnym. Nie da się ukryć, że „wpadki” mogą powodować (chociaż nie zawsze, ale o tym za chwilę) zmianę percepcji, z jaką jesteśmy odbierani. W obliczu łatwej dostępności dla uczniów i rodziców, OSOBY ŚWIADOME potraktują nas jako nieprofesjonalnych. Ucierpi nasz autorytet – o ile tak posiadaliśmy. Damy powód do plotek. I niech nie wydaje nam się, że tańcząc z uczniami przy piosence poruszającej kwestie imprezowania, alkoholu i kobiet (przemilczę słowa, gdyż wstyd o nich pisać), jesteśmy cool i że zyskujemy w oczach uczniów. Nawet, gdyby tak było na tę chwilę, młodzież potrafi wyłapać najdrobniejsze szczegóły, memizować je i przenosić do relacji szkolnych. Raz wrzucone zdjęcie, film, może „żyć” w klasowych grupach latami. Do tego dochodzi odbiór przez rodziców, grono pedagogiczne, władze szkolne. W najlepszym wypadku narażamy się na ryzyko naruszenia zaufania. Pewnych rzeczy po prostu robić nie wypada! Dodatkowo - niech do przestrzeni, w której nauczyciel ma być względnie neutralny. nie docierają informacje o miejscu pobytu, partnerze, dzieciach, poglądach światopoglądowych.
Wróćmy na chwilę do tych nieszczęsnych fotek z pobytu poza domem. Pomijając kwestię wizerunku i wszystkiego, co się z tym wiąże, nie możemy zapominać o innych niebezpieczeństwach: z wakacyjnych fotek da się wyczytać miejsce pobytu, standard życia, relacje rodzinne, przyzwyczajenia (np. stałe miejsce urlopu, terminy wyjazdów). Czy chcemy pozwolić innym na budowanie takiego szczegółowego profilu? Wszak mogą z niego skorzystać przestępcy, chociażby złodzieje, którzy „skorzystają z zaproszenia” i okradną nas pod naszą nieobecność.
I tu mała uwaga: owszem, ja też wrzucam czasem foty z wyjazdu. Taka ludzka cecha, żeby pochwalić się radością. Ale moje wrzutki są przemyślane – to forma promocji, która pozwala mi realizować się zawodowo. Pokazuję np., a raczej udostępniam, zdjęcia z naszych corocznych zjazdów trenerskich, zorganizowanych przez Fundację Szkoła z Klasą.
Na koniec kilka powtarzalnych zasad:
- Oddzielaj konto prywatne od zawodowego: nie dodawaj uczniów do prywatnego profilu, nie podawaj tam dokładnej szkoły, korzystaj z ogólnych opisów typu „nauczyciel / edukator”.
- Ogranicz „prywatność obrazkową”: wiele porad wprost odradza publiczne zdjęcia z plaży, z imprez, z alkoholem, nawet jeśli są w pełni legalne – bo mogą zostać odczytane jako brak profesjonalizmu.
- Publikuj oszczędnie i neutralnie: krajobrazy, jedzenie, hobby – tak; bliskie, intymne ujęcia w strojach kąpielowych, z alkoholem, z mocno prywatnymi sytuacjami – zdecydowanie nie na profilu, który w jakikolwiek sposób łączy się z rolą zawodową.
- Maksymalnie domykaj dostęp: jeśli chcesz wrzucać bardziej prywatne zdjęcia z wakacji, zamknij profil na „tylko znajomi”, stwórz listy zaufanych odbiorców, regularnie przeglądaj, kogo wpuszczasz.
- Myśl „za 5–10 lat”: czy to zdjęcie, wyrwane z kontekstu, pokazane dyrektorowi, rodzicowi, nowemu pracodawcy albo uczniom z przyszłego rocznika, dalej będzie dla Ciebie OK? Jeśli nie – lepiej go nie publikować.
- Dbaj o ustawienia prywatności: ustaw konto jako prywatne, przeglądaj listę znajomych, wyłącz oznaczanie przez innych bez akceptacji, nie używaj geotagów, szczególnie związanych ze szkołą.
- Nigdy nie publikuj uczniów bez formalnych zgód i najlepiej nie rób tego w ogóle z kont prywatnych – nawet jeśli rodzice wrzucają zdjęcia, nie znaczy to, że nauczyciel może.
czwartek, 5 lutego 2026
Uzależnienie od social mediów: pułapki higieny cyfrowej według ekspertów
Nie od dziś wiadomo, że właściciele mediów, szczególnie tych społecznościowych, próbują zawładnąć naszą uwagą. Przedkłada się to na ich realne korzyści. Im dłużej zatrzymają nas na stronie, tym więcej zarobią. Zysk pochodzi od reklamodawców. To nieprawda, że internet jest za darmo! Płacimy naszą uwagą i naszymi danymi, których czasami pozbywamy się w beztroski sposób – nie tylko zostawiając nasz ślad cyfrowy w trakcie logowania się do wielu platform, ale przede wszystkim zgadzając się na warunku „umożliwiające” nam przeglądanie stron. Chcąc przeczytać konkretny artykuł, nie musimy potwierdzać naszej zgody na przetwarzanie naszych danych osobowych, dotyczących naszej aktywności w Internecie! Zamiast klikać „Przejdź do serwisu” wybierzmy „Ustawienia zaawansowane” i jeśli jest możliwość odrzućmy wszystko, a jeśli nie ma takiej opcji zaznaczmy naszą niezgodę, przesuwając suwaki. Inaczej pozwalamy na śledzenie nas kilkuset podmiotom.