wtorek, 10 lutego 2026

Jak pedagodzy sami sobie strzelają w stopę

Dziś będzie o nauczycielach. Osobach które z założenia powinny być wzorem, podobnie, jak rodzice. Do tego wpisu zachęciły mnie spostrzeżenia mojej przyjaciółki Marty, która wyłapuje różnego rodzaju sytuacje, koncentrując się na ich aspekcie wychowawczym, chociaż nie tylko. Kłuje ją dysonans między teorią a praktyką – tym, co nauczyciel głosi, a tym, co robi. Często są to też osoby, które z założenia powinny być czujne na pewnego typu sprawy – myślę o nauczycielach informatyki. Zacznijmy od sharentingu  tematu wielokrotnie poruszanemu, dyskutowanemu i…No właśnie. Nadal beztrosko wrzucamy fotki naszych uczniów (gdzie RODO?), udostępniamy wspomnienia, na których przedstawiamy historię naszych osobistych dzieci. W tym miejscu czas na pokajanie – sama TRZYKROTNIE, jako dumna matka, wrzuciłam zdjęcia pociech w ich kluczowych dla rozwoju zawodowego momentach życia – skończenia studiów. Co prawda, pytałam za każdym razem o zgodę, ale świadomość, że pozostaną one w czeluściach internetu na zawsze, trochę mnie kłuje. 
Wszak z chwilą wrzucenia fotki udzielamy Meta licencji na jej przechowywanie, kopiowanie i wyświetlanie w ramach usług, nie tylko na FB, ale również na produktach z nim związanych , choćby Instagramie. Chociaż nie „oddajemy praw autorskich”, zgadzamy się na szerokie użycie. Zdjęcia (łącznie z EXIF, opisem, reakcjami, lokalizacją) są wykorzystywane do profilowania, rekomendacji treści i targetowania reklam. Co prawda ustawienia prywatności ograniczają widoczność, ale nie dają pełnej gwarancji – ktoś może zrobić zrzut ekranu, zdjęcie może zostać udostępnione, wycieknąć przy incydencie bezpieczeństwa. Nie dziwmy się więc, gdy zauważymy je w memach, fejkowych kontach, deepfake’ach czy po prostu w kontekście, którego nie kontrolujemy, np. w reklamach. Klasycznym przykładem była sprawa „Sponsored Stories” na Facebooku z lat 2011–2013 (rozstrzygnięta w 2015 r.). Gdy użytkownik polubił stronę firmy lub produkt (np. markę, restaurację), Facebook automatycznie generował reklamę z jego imieniem, zdjęciem profilowym i frazą „[Imię] lubi [nazwa firmy]”, wyświetlając to znajomym użytkownika – bez jego wyraźnej zgody na taką formę promocji. Z tego okresu pochodziła np. fotka z dziewczyna pijącą Colę. 

Przeanalizujmy teraz wysyp, a raczej wsyp, kolejnych zdjęć wrzucanych do mediów społecznościowych. Wszak są ferie. Ileż to możemy dowiedzieć się z FB, Instagrama - i to nie o influencerach, dla których dzielenie się swoim prywatnym życiem jest formą zarobku, ale o osobach, które powinny świecić przykładem, szczególnie w czasach pogłębiającego się kryzysu psychicznego młodzieży. Pomijam wakacyjne zdjęcia w stroju kąpielowym, bo w tej porze roku królują inne, chociaż…może nie do końca. Sporo osób spędza ferie w tropikach, jeśli nie w stroju kąpielowym, to wrzuca  focię z drinkiem z palemką, pokazując, jak uroczo imprezuje. Do tego na fotkach pojawiają się bliscy, w tym dzieci, którym na razie to nie przeszkadza, ale w przyszłości – kto wie? Można poczytać o pozwach sądowych dotyczących ochrony wizerunku, wytoczonych przez dzieci swoim rodzicom. chociażby w artykułach: Udostępnianie zdjęć i filmów swojego dziecka w mediach społecznościowych: jakie ryzyko niesie Sharenting jako paradoks regulacyjny – kompleksowy przegląd koncepcji i regulacji sharentingu 

Warto też zapoznać się z artykułem „Polish experts warn against risks of 'sharenting'”, zamieszczonym przez Polskie Radio Online, odnoszącym się do badań NASK i prezentującym opinie ekspertów: Oli Rodzewicz z państwowej instytucji badawczej - Instytutu Badań Edukacyjnych (IBE) oraz Katarzyny Szymielewicz - prezeski Fundacji Panoptykon, organizacji pozarządowej zajmującej się ochroną prywatności. Ola mówi o „cyfrowych porwaniach” - sytuacji, w której ktoś robi dziecku zdjęcie i udaje w sieci, że jest ono jego własnością. Wskazuje, „jak łatwo jest zidentyfikować dziecko na podstawie pozornie nieszkodliwych postów. Nawet bez imienia i nazwiska, powiązania rodzinne, polubienia i komentarze mogą pomóc ludziom w zebraniu danych osobowych, takich jak miejsce, do którego dziecko uczęszcza, czy adres zamieszkania.” Przestrzega również przed „trollingiem rodzicielskim”, w którym rodzice publikują upokarzające zdjęcia dzieci, np. gdy płaczą lub znajdują się w bałaganie, wyłącznie w celu zwrócenia na siebie uwagi w sieci."
Ekspertka zwraca też uwagę na „prawo do bycia zapomnianym” – przepis ogólnego rozporządzenia o ochronie danych (RODO), który w pewnych okolicznościach pozwala osobom fizycznym żądać usunięcia danych osobowych, np. zdjęć zamieszczonych przez szkoły lub przedszkola. Drżyjcie szkoły i przedszkola!

Powtarzając apel Oli, Katarzyna Szymielewicz dodaje „Powiedzmy sobie szczerze: internet to nie twój rodzinny album” – powiedziała. „Każde urocze świąteczne zdjęcie twojego dziecka, które publikujesz, to punkt danych, który może być kopiowany, zgarniany i wykorzystywany przez obcych lub maszyny – na zawsze. Platformy zarabiają na tej ekspozycji; dzieci płacą później cenę. Jeśli nie przypięlibyście tego do latarni przed ich szkołą, nie publikujcie tego. Udostępnijcie prywatnie lub trzymajcie offline”.

Pisząc o ochronie wizerunku, niebezpieczeństwach sharentingu oraz rozpowszechnianiu zdjęć uczniów, nie sposób nie wspomnieć o kolejnej „nieciekawej” kwestii, jaką jest rozmycie granicy miedzy rolą zawodową a życiem prywatnym. Nie da się ukryć, że „wpadki” mogą powodować (chociaż nie zawsze, ale o tym za chwilę)  zmianę percepcji, z jaką jesteśmy odbierani. W obliczu łatwej dostępności dla uczniów i rodziców, OSOBY ŚWIADOME potraktują nas jako nieprofesjonalnych. Ucierpi nasz autorytet – o ile tak posiadaliśmy. Damy powód do plotek. I niech nie wydaje nam się, że tańcząc z uczniami przy piosence poruszającej kwestie imprezowania, alkoholu i kobiet (przemilczę słowa, gdyż wstyd o nich pisać), jesteśmy cool i że zyskujemy w oczach uczniów. Nawet, gdyby tak było na tę chwilę, młodzież potrafi wyłapać najdrobniejsze szczegóły, memizować je i przenosić do relacji szkolnych. Raz wrzucone zdjęcie, film, może „żyć” w klasowych grupach latami. Do tego dochodzi odbiór przez rodziców, grono pedagogiczne, władze szkolne.  W najlepszym wypadku narażamy się na ryzyko naruszenia zaufania. Pewnych rzeczy po prostu robić nie wypada!  Dodatkowo - niech do przestrzeni, w której nauczyciel ma być względnie neutralny. nie docierają  informacje o miejscu pobytu, partnerze, dzieciach, poglądach światopoglądowych.

Wróćmy na chwilę do tych nieszczęsnych fotek z pobytu poza domem. Pomijając kwestię wizerunku i wszystkiego, co się z tym wiąże, nie możemy zapominać o innych niebezpieczeństwach: z wakacyjnych fotek da się wyczytać miejsce pobytu, standard życia, relacje rodzinne, przyzwyczajenia (np. stałe miejsce urlopu, terminy wyjazdów). Czy chcemy pozwolić innym na budowanie takiego szczegółowego profilu? Wszak mogą z niego skorzystać przestępcy, chociażby złodzieje, którzy „skorzystają z zaproszenia” i okradną nas pod naszą nieobecność. 

I tu mała uwaga: owszem, ja też wrzucam czasem foty z wyjazdu. Taka ludzka cecha, żeby pochwalić się radością. Ale moje wrzutki są przemyślane – to forma promocji, która pozwala mi realizować się zawodowo. Pokazuję np., a raczej udostępniam, zdjęcia z naszych corocznych zjazdów trenerskich, zorganizowanych przez Fundację Szkoła z Klasą.

Na koniec kilka powtarzalnych zasad:

  • Oddzielaj konto prywatne od zawodowego: nie dodawaj uczniów do prywatnego profilu, nie podawaj tam dokładnej szkoły, korzystaj z ogólnych opisów typu „nauczyciel / edukator”.
  • Ogranicz „prywatność obrazkową”: wiele porad wprost odradza publiczne zdjęcia z plaży, z imprez, z alkoholem, nawet jeśli są w pełni legalne – bo mogą zostać odczytane jako brak profesjonalizmu.
  • Publikuj oszczędnie i neutralnie: krajobrazy, jedzenie, hobby – tak; bliskie, intymne ujęcia w strojach kąpielowych, z alkoholem, z mocno prywatnymi sytuacjami – zdecydowanie nie na profilu, który w jakikolwiek sposób łączy się z rolą zawodową.
  • Maksymalnie domykaj dostęp: jeśli chcesz wrzucać bardziej prywatne zdjęcia z wakacji, zamknij profil na „tylko znajomi”, stwórz listy zaufanych odbiorców, regularnie przeglądaj, kogo wpuszczasz.
  • Myśl „za 5–10 lat”: czy to zdjęcie, wyrwane z kontekstu, pokazane dyrektorowi, rodzicowi, nowemu pracodawcy albo uczniom z przyszłego rocznika, dalej będzie dla Ciebie OK? Jeśli nie – lepiej go nie publikować.
  • Dbaj o ustawienia prywatności: ustaw konto jako prywatne, przeglądaj listę znajomych, wyłącz oznaczanie przez innych bez akceptacji, nie używaj geotagów, szczególnie związanych ze szkołą.
  • Nigdy nie publikuj uczniów bez formalnych zgód i najlepiej nie rób tego w ogóle z kont prywatnych – nawet jeśli rodzice wrzucają zdjęcia, nie znaczy to, że nauczyciel może.
#nauczyciele #profesjonalizm #RODO #prywatność #edukacja #socialmedia #wychowanie #cyberbezpieczeństwo #sharenting 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz