W poprzednich postach, odnosząc się do koncertów p. S, pisałam nie tylko o niezgodzie na wulgarne i dwuznaczne teksty, ale i odpowiedzialności rodziców, zabierających swoje pociechy na tego typu imprezy. Wspomniałam również o ludziach, którzy powinni być szczególnie wyczuleni na jakość rozrywki – nauczycielach, organizatorach eventów w placówkach mających nazwę "Kultura”. Nie wiem jednak, jak odnieść się do wydarzenia, organizowanego przez Kancelarię Prezydenta - „Przyszłość.pl” . Z jednej strony poważna nazwa, piękne założenia – „Przyszłość.pl to dwa dni rozmów, debat i inspirujących spotkań poświęconych przyszłości Polski. To przestrzeń do wymiany poglądów, zadawania pytań i przedstawiania własnych pomysłów.” – z drugiej koncert Skolima. I chociaż dedykowany jest on, tak jak całe spotkane młodzieży, a osoba z Kancelarii Prezydenta mówi, że „wulgarnych treści podczas występów w Juracie ma nie być”, to jednak dodaje „Zdajemy sobie sprawę, że są takie teksty (Skolima – przypisek redakcji), a piosenki będą dopasowane do odbiorców." Czyli co? „Robię ją na blacie” nie będzie, czy będzie? Czy ten fragment jest dopasowany do odbiorców? W końcu są dorośli (od 18 do 26 roku życia), wiedzą o co chodzi. Czyli, jeśli artysta będzie wulgaryzował miłość, seks, wszystko będzie ok? Nieważne, że w Juracie tego nie ma być. Sam fakt występu człowieka, który robi olbrzymią szkodę wychowawczą, jest dla mnie nie do przyjęcia. I nie można tego tłumaczyć tym, że „Słuchamy od groma amerykańskich czy brytyjskich piosenek, w których te teksty są przerażające, obleśne. U mnie wszystko jest, nawet jak są pikantne wątki, dwuznaczne (...) Dzieci to śpiewają, jeśli nie ma w tym agresji, czy czegoś nieumiejętnie ukrytego, to uważam, że nic złego w tym nie ma". Nieliczna grupka dzieci zna na tyle język angielski, żeby rozumieć treść. A może…prezydencka córka zna? Na koncercie chyba jej nie było. Z rolki (Skolim podpisuje plakat dla niej, obok stoi zadowolona Pierwsza Dama) wynika, że będą (8-latka i jej koleżanki) „gdzieś z boku”. Artysta nie traci jednak nadziei „Na scenę pójdziecie, co? I zaraz prostuje „Ale dziewczyny może przyjadą na koncerty”. Jasne – z rodzicami. Będą miały pamiątkę na całe życie, gdy wystąpią na scenie i będą podśpiewywać…Upss. Chyba się zagalopowałam. Pewnym ludziom z pewnej sfery nie wypada. I mimo, że w tym towarzystwie znjadują się osoby broniące zaciekle króla latino – „Artyści grają różne role, na przykład aktorzy. Też przeklinają, wcielają się w różne postaci. Oddzielamy te rzeczy.” – ja nie uważam, żeby to był argument na „wybielenie” szkodliwosci jego „muzyki”. Nie można też argumentować, że „Skolim dzieli się profitami ze swojej twórczości. To jest najważniejsze.” Najwaziejsze jest „DOBRO” dzieci. Mam olbrzymią niezgodę na edukacja seksualna serwowaną przez artystę. Czyżby miała ona zastąpić tę, na której wprowadzenie w szkołach (jako obowiązkowej) nie było zgody prawicy i organizacji prorodzinnych? Opcja fakultatywnego modułu dotyczącego zdrowia seksualnego jest do przyjęcia tylko w przypadku, gdy będziemy mieć gwarancję, że rodzice i opiekunowie dzieci staną na wysokości zadania i będą przekazywać te treści w sposób odpowiedzialny i spójny. Obawiam się, ze jednak zostanie „podwórko” i internet. A że jest on głównym dostarczycielem tego typu wiedzy, wystarczy spojrzeć na wyniki badań, które dla Was zebrało AI.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz