piątek, 15 września 2023

Czy informatyka w szkole to średniowiecze?

Dwa dni temu - 13 września programiści obchodzili swoje święto. W latach przestępnych wypada ono dzień wcześniej. Czym to jest spowodowane? Ma przypaść w 256 dzień roku, która to liczba oznacza ilość wszystkich możliwych wartości jednego bajta informacji w jego najpopularniejszej, 8-bitowej postaci ((256 = 2^8). Skomplikowane? Dla większości tak. Dla uczniów, którzy powinni to opanować w ostatnich klasach szkoły podstawowej, do przyswojenia, szczególnie jeśli będzie odpowiednio „podane”. 
Chcącym opanować temat polecam  rozdział „Cyfrowy zapis informacji” z "Przewodnika po informatyce”. Doskonała pozycja, którą można przeglądać online lub pobrać jako pdf,  powstała w ramach grantu firmy Google, na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu.
W rozdziale są interatywne karty binarne symbolizujące bity. Osiem kart prezentujących wartość 0 lub 1. Może pokusicie się o odpowiedź, dlaczego maksymalnie uzyskaną liczbą jest nie 256, ale 255?
Wracając do Święta. Być może z jego okazji pojawił się artykuł, z tytułem  w formie pytania i jednocześnie z pewnego rodzaju oburzeniem „Informatyka w szkole została w średniowieczu? Dzieci na lekcjach dowiadują się, jak minimalizować okna”. Chwileczkę, czyżby autor wypowiedzi zakładał, że ta umiejętność jest w życiu niepotrzebna? Że wszyscy będą używać tylko smartfonów? To dlaczego jest parcie na to, żeby „komórek” w szkole zabraniać? W końcu w Podstawie Programowej jest zapis „posługuje się komputerem lub INNYM URZĄDZENIEM CYFROWYM”. Gdzie tu logika? Tak po prawdzie brakuje jej też w pytaniu zawartym w tytule. W końcu w średniowieczu kompów nie było ;-)
Kolejny zarzut w artykule dotyczy stosowania przez nauczycieli starych metod nauczania i porównywanie informatyki i religii, zarówno ze względu na liczbę godzin (1:2), jak i objętość podręcznika (33 vide 360 stron). Cytowana jest przy tym użytkowniczka Twittera – matka trzecioklasisty, oburzona, przykładami tematów: "Tworzymy własne foldery", "Uruchamiamy plik", "Zapisujemy zmiany w pliku", czy "Minimalizujemy okna programowe". Szanowna Pani, mimo, że brzmi to dla Pani „jak z lat 90. ubiegłego wieku”, są to umiejętności NIEZBĘDNE w latach późniejszej edukacji oraz w życiu. 
Kolejna mama ma pretensje, że „jej syn, który właśnie poszedł do czwartej klasy szkoły podstawowej, będzie się uczył tych samych rzeczy, co w klasach 1-3”. Na szczęście dodała „Wydaje się, że w dobie, kiedy wiele (bo wiadomo, że nie wszystkie) dzieci ma bardzo dobrze obcykane komputery, można by założyć, że można przyspieszyć z podstawą programową i wyjść w ciągu czwartej klasy poza Worda, Scratcha oraz Painta”. Tak, droga Pani – Pani się WYDAJE. Ja, jako wieloletnie praktyk za to WIEM co innego. Dzieci, które przychodzą do mnie po klasie trzeciej: NIE MAJĄ „obcykanych” (cóż za słowo) komputerów. Często wcale NIE POTRAFIĄ: otwierać folderów, uruchamiać plików, zapisywać w wybranym miejscu, znaleźć zapisany plik… i robić masę innych podstawowych rzeczy. Dopiero opanowanie tych umiejętności pozwala pójść dalej i…zacząć POWTARZAĆ pracę z DOWOLNYM edytorem tekstu. I wcale nie MUSI to być Word. Mogłabym tu pokazać przykładowe teksty, które zadałam w drugim tygodniu pracy – „Moje wakacje” (dowolny edytor – akurat wybrałam Worda ;-) Bezradność w redagowaniu – i nie chodzi tu o wymyślanie treści, brak umiejętności pisania liter (pisanie „ź” to w ogóle czarna magia), nieznajomość PODSTAWOWYCH narzędzi redakcyjnych. Czyżby mama zakładała, że jej dziecko może w przyszłości posługiwać się tylko szablonami lub używać AI? Czy w ten sposób będzie tworzyć maila lub urzędowe pisma? No to chociażby przydałaby się umiejętność kopiuj – wklej, czego również często nie potrafią. Na pocieszenie – Painta „prawie” ignoruję. „Prawie”, gdyż w szybkiej edycji jest niezastąpiony. Scratch wbrew pozorom nadaje się i u starszej młodzieży. Wystarczy spojrzeć, jakie zaawansowane programy można z jego pomocą tworzyć. Super jest też zestawienie komend skryptowych z tekstowymi, chociażby w Pythonie. 
Droga Pani, w obliczu jednej godziny tygodniowo i tak robię CUDA, ale tylko dlatego, że wykorzystuję czas w maksymalny sposób:
  • Nie korzystam z podręcznika, nie „przerabiam” zadań,
  • Nie „podaję” wiedzy – zachęcam do jej poszukiwania,
  • Uczę rzeczy, które są przydatne, pomijam nieistotne - dostosowuję program do życia,
  • Stosuję 4 P – wykorzystuję zabawę (np. programowanie robotów, microbitów, układanie liczb za pomocą kart binarnych…), grupę rówieśniczą (nauka współpracy, burza mózgów), pasję i projekt (z ang. Play, Peers, Passion, Project),
  • Korzystamy  z platform do nauki (też druku 3D), chmurowych kont, używamy Minecrafta w wersji edukacyjnej…
I zaręczam, że robię to wszystko PO uporządkowaniu, a najczęściej przyswojeniu PODSTAWOWYCH UMIEJĘTNOSCI. 
W artykule jest tez odniesienie się do czasów zdalnych i stwierdzenie, że uczniowie „Nie mieli problemu z obsługą komputerów i wszystkich potrzebnych do edukacji programów”. Może i nie mieli, ale teraz MAJĄ. Dzieci mają skłonność do błyskawicznego ZAPOMINANIA, o czym być może zapomniała cytowana Marlena Hlebowicz, nauczycielka programowania i informatyki w Kids Coder Lab. Z jednej strony przypomina, że Podstawa Programowa celuje w podstawowy i niezbędny poziom umiejętności i sprawną obsługę komputera, z drugiej deprecjonuje aplikacje, z których nie da się skorzystać na smartfonie. A jednak - sprawne pisanie, to nie jest tylko szybkie klikanie znaków na komórce. To umiejętność redagowana, edycji, formatowania i mimo istniejących szablonów niezbędna. Nie można zakładać, że „dzieci naprawdę dużo potrafią, wchodzą do klasy już z osiągnięciami opisanymi w podstawie”*. Zgadzam się jednak z rolą nauczyciela – „powinien obserwować, urozmaicać i tak dobierać aplikacje, aby pokazywać nowe kierunki i nowoczesne narzędzia, oswajać gry i uświadamiać, jak ważne jest bezpieczeństwo w internecie i zachowanie balansu cyfrowego”*. I to właśnie robię, traktując programy i aplikacje jako narzędzie do nauki i pracy i pamiętając, że kompetencje cyfrowe to kompetencje przyszłości. 

*cyt. za Ewa Rąbek, Informatyka w szkole została w średniowieczu? Dzieci na lekcjach dowiadują się, jak minimalizować okna

niedziela, 3 września 2023

Ćwiczmy uważność

Na premierę "Ukrytej sieci" czekałam z pewną niecierpliwością. Serię Szamałka znałam, przeczytałam wszystkie części, zaraz po wydaniu ostatniej. Nie zawiodłam się, podobnie jak po w przypadku filmu. Ekranizacja książki ma jednak swoje ograniczenia, a mnie jako nauczyciela informatyki zafokusowanego w temacie cyberbezpieczeństwa i sztucznej inteligencji w świecie rządzonym przez technologie, brakowało szczegółów. Zdalne kontrolowanie samochodów (i innego sprzętu, który ma połączenie z netem), kradzież danych, inwigilacja to tylko kilka z przykładów, które przekazuję uczniom i uczestnikom szkoleń związanych z bezpieczeństwem w sieci. Zawsze wzbudzają wielkie emocje. Jednak podkreślam, że najsłabszym ogniwem w przypadku oszustw jest zawsze człowiek. To ciekawość, brak uważności powoduje klikanie w załączniki od nieznajomych, bezmyślność – wstawianie pikantnych osobistych treści do netu. Może nie bezpośrednio, ale z chmury rzeczy łatwo wyciekną. 
Polecam wszystkie części „Ukrytej sieci”. Druga zaopiniowana w punkt przez Anna Dziewit-Meller "Kimkolwiek jesteś" zaburzy dobre samopoczucie bezreflksyjnych użytkowników internetu. Trzecia pokazuje niebezpieczeństwo związane ze  sztuczną inteligencją. I jak to ujął Wojciech Chmielarz „Szamałek udowadnia, że przyszłość, której się obawiamy, już nadeszła”.
Książki, a szczególnie film nie są przeznaczone dla młodszych. Stąd propozycja, a w zasadzie przypomnienie, dla nich i ich opiekunów. Na nadchodzący rok szkolny jak znalazł. Dwie pozycje: pierwsza, której Adam Wierzbicki jest autorem –„Tajemnice sieci”, druga ze współautorstwem Magdaleny Wilczyńskiej - "Zaufać czy sprawdzić". Obie opisałam na blogu. Wspomnę tylko, że „Tajemnice sieci” mają swoją stronę z botem odpowiadającym na pytania, natomiast "Zaufać czy sprawdzić" są dostępne na otwartej licencji! 

Opis „Tajemnice sieci” 

Opis „Zaufać czy sprawdzić”

Strona „Tajemnice sieci”

Strona „Zaufać czy sprawdzić”

Miłego czytania i…trenujcie uważność w necie.

żródło obrazu: pixabay


czwartek, 10 sierpnia 2023

W jaki wychowujemy młode pokolenie

Od lat jestem zwolenniczką wykorzystania technologii w CELACH EDUKACYJNYCH. Wiadomo jednak, że głównym celem korzystania przez dzieci i młodzież z Internetu jest rozrywka oraz komunikowanie się ze znajomymi. Badania NASK dotyczące nastolatków (uczniów klas 7-8 szkół podstawowych i szkół ponadpodstawowych), z zamierzchłych z punktu widzenia rozwoju technologii lat (raport Nastolatki 3.0 [grudzień 2016r.]), wskazują że 78,1 proc. badanych korzystało z serwisów społecznościowych (np. Facebook), kontaktowało się ze znajomymi (68,7 proc.) oraz słuchało muzyki i oglądało filmy (68,2 proc.). Zastosowania edukacyjne znajdują się na dalekich miejscach w hierarchii potrzeb nastolatków - odrabianie lekcji - 36,9 proc. dzieci, poszerzanie wiedzy potrzebnej - 24,4 proc. Niepokoi też bierny sposób korzystania z treści w sieci. Kreatywność w formie prowadzenia własnego bloga lub strony internetowej, tworzenie muzyki, obróbka i tworzenie filmów, tworzenie grafiki, przetwarzanie zdjęć, wynosi od 4,7 do 7,8%.

Oprócz bezmyślnego trawienia czasu, istnieje wiele negatywnych konsekwencji pojawienia się, szczególnie smartfonów, w naszym życiu. Są stale pod ręką, z racji taniego internetu mamy do niego zawsze dostęp. W tym miejscu proponuję post na temat smartfonów i nadopiekuńczości. Lektura obowiązkowa, do przeczytania przez wszystkich, szczególnie rodziców. Autorstwa Jarosława Pytlaka - pedagoga i harcmistrza, wieloletniego dyrektora szkół Społecznego Towarzystwa Oświatowego na warszawskim Bemowie. W poście cytuje swój artykuł z 2007! roku - "Dziecko w Domu Wielkiego Brata". Oto fragment: „Pojawiły się tylko trzy nowe rzeczy: komputer, internet, telefon komórkowy. To trzy instrumenty, które rozwijają się tak szybko, że może już za 5-10, najwyżej za 20-30 lat zmienimy się bardziej niż w ciągu całego tysiąclecia” – prognozował kilka lat temu rosyjski futurolog Igor Bestużew-Łada i wszystko wskazuje na to, że miał rację. Warto dodać, że dzięki tym samym instrumentom już zmienił się sposób, w jaki wychowujemy młode pokolenie. Pytanie tylko, czy jest to zmiana na lepsze".

Powszechnie wiadomo, że rodzice coraz częściej wykorzystują urządzenia mobilne jako niańki dla swoich dzieci. Jaki to ma wpływ na dzieci w wieku przedszkolnym? Na funkcje poznawcze (pamięć, selektywna uwagę i szybkość reakcji) niewielki. Wynika tak ze świeżo opublikowanych wyników badań „Brzdąc w sieci”, przeprowadzonych przez zespół badaczy z Akademii Pedagogii Specjalnej w Warszawie na próbie 744 dzieci w wieku do 6 lat i 744 rodziców. Używanie urządzeń cyfrowych nie przekłada się znacząco negatywnie na funkcjonowanie poznawcze dzieci, z wyjątkiem niewielkiego związku, kiedy dziecko korzysta z nich wieczorami, po kolacji (większa ilość błędów popełnianych w zadaniach sprawdzających pamięć). Jednak na pewno cierpią na tym inne sfery. W pytaniach badawczych pojawiła się kwestia dziennego czasu korzystania z urządzeń a umiejętnością hamowania zachowania (oprócz pamięci roboczej), ale w wynikach trudno mi ją znaleźć. Jest tylko w cytowanych badaniach innych zespołów (2029 i 2020). 

Konsekwencje korzystania przez dzieci z urządzeń mobilnych w dalszym ciągu nie są znane rodzicom i opiekunom. Jednak razi mnie widok rodzica z nosem w telefonie w obecności, dziecka. A już widok matki pchającej wózek i wpatrzonej w ekran, zamiast w swoją pociechę, jest dla mnie nie do przyjęcia.